Karpacz - złamana ręka

KarpaczWakacje w Karpaczu nie były tak fajne, jak sobie byśmy tego życzyli. Moja dziewczyna, która tak bardzo się cieszyła na nasz wspólny wyjazd, w jego przeddzień złamała sobie rękę i mieliśmy nawet zrezygnować z urlopu, ale nie, ona nie z tych, które by się łamały. Śmesznie to brzmi, bo nomen omen, złamana ręka, nie złamała jej charakteru. Karpacz przyjął nas deszczem, ale na taką pogodę byliśmy przecież przygotowani, bo wiosna miała być dżdżysta w całej Polsce. Byliśmy wyposażeni w peleryny przeciwdeszczowe i dużo odziezy na zmianę, więc w góry poszliśmy już pierwszego dnia, zaraz po przyjeździe do Karpacza. Nie było jednak tak najgorzej. Deszcz wprawdzie padał codziennie, ale przeważnie kapuśniaczek, albo takie krótkie przelotne wiosenne deszczyki, przed którymi najczęściej udawało się nam zbiec do któregoś ze schronisk, to też nie narzekaliśmy. Najfajniej było, gdy postanowiliśmy zostać na noc w schronisku Karpacz. Jeden jedyny raz podczas pobytu, gdy zdarzyła się burza i to wtedy byliśmy wysoko w górach. Przeżycie mistyczne prawie, nie zapomnimy tej nocy chyba nigdy. Myślę, że nasza córeczka jest natchniona przez któryś z piorunów. Pioruński z niej charakterek, a przypuszczamy że poczęła się tamtej nocy właśnie.

Ciekawe artykuły:


stopka z wyciągami z Karpacza Wyciągi w Karpaczu